platforma blogowa portalu gazeta pomorska

Płazem będę

Podczas dzisiejszego powrotu ze szkoły miałam wielką ochotę zamienić się w płaza i przerzucić na oddychanie przez skórę – komu nie podobała się ta piękna jesień tej zimy?! Bo jak ja go znajdę!!

A żeby było fajniej, to w piątek jedziemy na szkolną wycieczkę do Warszawy, czyli przed nami zwiedzanie stolicy w temperaturze -30 stopni. Coś czuję, że będziemy wszyscy szybko uciekać do Złotych Tarasów na gorącą kawę i na tym się ów turystyczno-edukacyjny pęd zakończy. Chyba że w Sejmie dostaniemy jakiś poczęstunek w ramach „znajomości” z ministrem Sikorskim. Absolwent Jedynki w końcu, dzisiaj nawet znalazłam jego zdjęcie wiszące w naszym mroźnym korytarzu!

A’propos mroźnych korytarzy – może jednak zima okaże miłosierdzie i zrobi się tak straszliwa, że odwołają nam zajęcia? Dzisiaj mam takiego lenia, że nic tylko książeczka i herbata z miodem, a nie jakiś kolejny sprawdzian z biologii! Jeszcze trochę i oszaleję, ale w sumie mogę potem szpanować, że wiem jak wygląda dodatni fototropizm koleoptyla owsa oraz miejsce percepcji bodźca fotoperiodycznego (czyli to, co nauczycielka próbuje włożyć mi do głowy we wtorkowe poranki na kółku). Jak się rozszyfruje te mądre nazwy, to owa rzecz nie jest jakaś skomplikowana.

 

Ta biologia przynajmniej ma sens i jakoś nie oburza mnie nazewnictwo. Inaczej już jest w przypadku znienawidzonej Edukacji dla bezpieczeństwa, czyli kolejnej nowości naszej kochanej podstawy programowej. Ogólnie to w kółko robimy pierwszą pomoc, czyli coś w sumie bardzo potrzebnego, ale sposób przekazywania materiału już pozostawia wiele do życzenia. No bo jak ja słyszę, że „utopienie to uduszenie się w środowisku płynnym”, a „złamanie to przerwanie ciągłości tkanki kostnej”, to mnie lekko mówiąc trafia szlag! Po co mi znajomość definicji?! Czy jak ja zobaczę, że ktoś na plaży woła o pomoc, to powinnam pomyśleć „Och nie! On się udusi w środowisku płynnym!”, czy raczej: „niech ktoś wrzaśnie na ratownika, a ja już popłynę”? A takich absurdów mam na pęczki i w zeszycie (ach, och – nawet notatki z lekcji nam sprawdza nauczyciel!), i w podręczniku.

 

Ale moje podręczniki to ogólnie wszystkie są siebie godne! Historyczny mówi w tym samym akapicie, że Ludwik XVI czekał na pomoc z Austrii, a w następnym zdaniu: „Francja wypowiedziała Austrii wojnę”. WTH?! To coś się chyba tej pomocy nie doczekała…

Jeszcze bym wam parę perełek znalazła, ale pozostałe książki leżą i pachną w szkolnej szafce, bo mi się ich nawet nieść nie chciało. Wiarę w rozsądek autorów szkolnych podręczników utraciłam dawno temu, a niektóre zadania z matematyki tylko mnie w tym utwierdzają. No bo po co mam liczyć, po ilu minutach ponownie spotka się pan Wojtek z panem Tomaszem, którzy jednocześnie wyszli na spacer wokół ratusza? Po co oni w ogóle chodzili dokoła tego ratusza i jeszcze sobie mierząc prędkości i czas między spotkaniami? Każdy normalny człowiek powiedziałby „cześć” i poszedł w swoją stronę, a nie rozważał, kiedy ponownie zobaczy pana Wojciecha koło ratusza!

 

Ja mam chyba za wysokie wymagania. I jeszcze do pełni szczęścia wiszą nade mną mennonici, o których robimy mądrze brzmiący projekt edukacyjny. I mam ja tu wymyślić jakieś życiowe dialogi, jakie toczyć się mogły w chacie w Chrystkowie przed II wojną światową. Już to widzę:

  • Haaaaaanka, wydoiłaś krowę?!
  • Willmanie, prawdziwy chrześcijanin nosi skobelki, nie guziki!
  • Mężczyzna i kobieta nie mogą przebywać w jednej chacie, jeżeli nie są małżeństwem albo krewnymi!
  • Alkohol i wiejskie potańcówki prowadzą wprost do Złego! (pomijając, że właśnie skończyłam czytać Mistrza i Małgorzatę, czyli wielki bal u szatana wspominam z uśmiechem :D )

 

A tak się starałam, żeby nie robić z tego komedii, tylko film sensacyjny! Muszę ogarnąć mój absurd myślowy i to szybko! W ogóle to siebie też muszę ogarnąć i tę nieszczęsną biologię również, bo czuję, że moja motywacja ulatnia się w szyyyybkim tempie… Zwłaszcza, że niektórzy to już się byczą na feriach!

Zostaw komentarz

*